Wydawnictwo: Wydawnictwo Melanż
Data wydania: 23.03.2015
Liczba stron: 272
Moja ocena: 10/10
Ulubionych polskich autorów mogę policzyć na palcach jednej ręki. Może spowodowane jest to tym, że zmuszałam się do czytania nudnych, nic niewnoszących w moje życie lektur szkolnych, z których połowę napisali polscy wieszczowie (oczywiście nie umniejszam ich wkładu w rozwój polskiej literatury – nie mniej ich twórczość to nigdy nie była moja „bajka”).
I tu wkracza na scenę „Ukochany z piekła rodem”, którego wygrałam z konkursie organizowanym przez autora książki, Alka Rogozińskiego (nie ma lepszego prezentu imieninowego niż książka z dedykacją). Niestety – dla mnie – moja przygoda z powieścią skończyła się szybciej niż się zaczęła, bo pochłonęłam ją z prędkością światła, zadając sobie w duchu pytanie, „dlaczego to już koniec i dlaczego taka krótka”.
Wracając do samej powieści – jej bohaterką jest autorka ckliwych romansów Joanna Szmidt, która oprócz tego, że wcale nie zachowuje się jak na swój wiek, (co jej się chwali), szuka ideału mężczyzny (najchętniej takiego z jej książek) chcąc przeżyć taką miłość, jaką opisuje, to ma także talent do pakowania się w kłopoty. Ujawnia się to już wówczas, gdy jej aktualna miłość – niejaki Konrad – ginie w jej własnej łazience, ugodzony a jakże siekierą, a bohaterka niczym Sherlock Holmes w spódnicy, nie bacząc na niebezpieczeństwo postanawia rozwikłać zagadkę jego śmierci. I tak jak Holmes miał swojego Watsona, tak Joanna ma jedyną w swoim rodzaju i niezastąpioną Betty, która i jako managerka i jako przyjaciółka spisuje się znakomicie.
Jeśli ktoś ma ochotę na kryminał, który oprócz wciągającej historii kryminalnej dostarcza także okazji do niepohamowanych salw śmiechu (przetestowałam to na własnej skórze i mam jedną radę: w takcie czytania nic nie pijcie i nie jedzcie – dla waszego dobra) i wprowadza czytelnika w świat show biznesu (a także daje możliwość zabawienia się w detektywa, który ma szansę na odgadnięcie prawdziwego „ja” niektórych postaci), to ta pozycja spełni wszystkie jego oczekiwania, a nawet więcej.
Oprócz świetnie nakreślonych bohaterów (ach ten Krzysztof Darski! <3), do których na początku książki dołączony jest ich krótka metryczka, (więc możemy z łatwością się z nimi zapoznać), całość dopełnia wytłaczana okładka, na której „lady in red” trzyma śmiercionośną siekierę.
Posumowanie
Rewelacyjny debiut Alka Rogozińskiego przywrócił mi wiarę w to, że polscy autorzy w jednak potrafią pisać książki, które wzbudzą moje zainteresowanie i do których będę wracać w każdej wolnej chwili. Na całe szczęście nie muszę zbyt długo czekać na kolejne spotkanie z Joanną, bo ostatnio stałam się dumną posiadaczką „Morderstwa na Korfu”. Nie mogąc się powstrzymać wstawiać jeden z ulubionych cytatów, (przy którym o mało się nie udławiłam, xD) – a takich perełek jest o wiele więcej.
„- (…) Kiedyś poprosiła jedną ze swoich przyjaciółek, żeby zadzwoniła do drugiej z informacją, że Joanna miała śmiertelny wypadek…
- Żartuje pani?!
- Nie. Cała rozmowa była nagrana i potem Joanna wykorzystała ją w Miłości w Toskanii. A najgorsze, że nikt tej drugiej przyjaciółki nie wyprowadził od razu z błędu. Następnego dnia jechała samochodem i późną nocą zobaczyła Joannę na przejściu dla pieszych. Była pewna, że widzi ducha, więc wybiegła z auta, zostawiając je przed światłami na jezdni, i z krzykiem zaczęła biec w przeciwną stronę do kościoła, żeby ją zła mara nie dopadła. Kościół był zamknięty, więc pobiegła na zakrystię i zaczęła się dobijać. Waliła w drzwi i krzyczała tak głośno, że kościelny, który wtedy baraszkował z gosposią księdza, pomyślał, że się pali. Zerwał się z łóżka tak gwałtownie, że skręcił kostkę. Chciał się złapać gosposi, ale przez przypadek chwycił ją za głowę i zerwał jej perukę. Nie wiedział, że to nie jej prawdziwe włosy, więc przeraził się, że ją oskalpował, i zemdlał. A jak tracił przytomność, strącił z parapetu wazon, który spadł przyjaciółce Joanny na głowę (…)”

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz