Wydawnictwo: Albatros
Tłumaczenie: Andrzej Niewiadomski
Tytuł oryginału: The Kill list
Data wydania: 15.01.2014
Liczba stron: 432
Moja ocena: 7/10
„Zidentyfikować, namierzyć, zlikwidować” – po tych trzech słowach wiedziałam, że „Czarna lista” Fredericka Forsytha będzie moja (i nie miała z tym nic wspólnego okładka, która od razu skojarzyła mi się czołówką do Jamesa Bonda).
Autor, który obwołany jest mistrzem, a
także twórcą nowego gatunku – politycznego thrillera spiskowego, wprowadza
czytelników w świat międzynarodowego terroryzmu, a także sposobu funkcjonowania
organizacji zajmujących się – mniej lub bardziej skutecznie – walką z tym
zjawiskiem.
Bohaterem „Czarnej listy” jest
podpułkownik Kit Carson, który w gronie wywiadowczym, ale także wśród członków
własnej organizacji znany jest pod pseudonimem Tropiciel. To właśnie jemu
dowódca Komórki Wsparcia Techniczno-Operacyjnego (TOSA) zleca na rozkaz
prezydenta Stanów Zjednoczonych, namierzenie i zlikwidowanie człowieka, który
dał się wszystkim poznać, jako Kaznodziej. Sytuacja jest o tyle trudna i
nietypowa, że człowiek ten – radykalny dżihadysta, – który swoimi kazaniami
(udostępnianymi szerokiej publiczności za pomocą internetu), nawołuje do
„świętej wojny” przeciwko niewiernym (i robi to z całkiem niezłym skutkiem)
jest widmem. Nie wiadomo skąd pochodzi, gdzie działa, a co najważniejsze jak
wygląda. Jedyną jego charakterystyczną cechą są oczy koloru bursztynu. Na całe
szczęście prócz doświadczenia, Tropiciel może także liczyć na pomoc, ze strony
nastoletniego hakera z zespołem Aspergera.
„Czarna lista” nie była moim pierwszym
spotkaniem z twórczością Fredericka Forsytha („Dzień szakala” oglądałam
niezliczoną ilość razy, a „Psy wojny” nadal leżą na półce nietknięte, co
obiecuję solennie nadrobić) i naprawdę z wielką przyjemnością zagłębiłam się w
tę lekturę. Zaintrygowała mnie po pierwsze historia, która nadal jest aktualna,
(chociaż od 11 września 2001 r. minęło już 14 lat), po drugie, (co wspomniałam
już wcześniej) dokładny opis organizacji zajmujących się walką z
międzynarodowym terroryzmem (na wzmiankę o NCIS wydałam z siebie okrzyk
zwycięzcy, który wygrał maraton – naprawdę czasem się zastanawiam nad
leczeniem, bo moja miłość do tego serialu graniczy z obsesją), po trzecie
doskonale nakreśleni bohaterowie począwszy od tych pierwszoplanowych jak
Kaznodzieja czy Tropiciel, (który w pewnym momencie skojarzył mi się z Rambo)
skończywszy na Arielu.
Sama książka zawiera w sobie, (co jest
dużym ułatwieniem) listę osób, które pełnią mniej lub bardziej istotną funkcję
w całej powieści i podzielona jest na trzy części (plus prolog i epilog). Część
pierwsza (i to warto zaznaczyć) zapoznaje czytelnika z życiem Tropiciela (stąd
też skoki w czasie, które czasami irytują). Przeszkadzać też może naprawdę mała
ilość dialogów a szczegółowe skupianie się na opisie (mnie osobiście nie
sprawiało to trudności w przeżywaniu opisywanych wydarzeń).
Podsumowując
Doskonale skonstruowana historia, dzięki
której udało mi się spojrzeć na pewne rzeczy zupełnie inaczej niż dotychczas,
spowodowała także obietnicę zapoznania się dogłębnie z twórczością Forsytha.
Zdecydowanie godna polecenia, szczególnie tym, którzy mają słabość do
politycznych trillerów spiskowych.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz